Zajebać się to za mało w takiej chwili.
Kolejne wakacje.drugie,drugie z kolei,gdzie siedzisz na dupie i nic nie robisz.Niee,nie prawda,że masz jeszcze szansę to zmienić.Zjebałaś.Znowu.
Rodzisz się,w sumie tego nie pamiętasz.W teorii,praktyce i każdym innym abstrakcyjnym aspekcie nie miałeś szansy o tym decydować.Pierwsze lata mijają beztrosko.Może nawet pare kolejnych.Rodzina Cię kocha,prowizorycznie o Ciebie dba.Sielanka.Wydaje Ci się,że jako jedynemu udało się trafić do normalnej rodziny,a wszyscy naokoło są dziwni i głupi.Wszystko przychodzi łatwo – nauka,w sumie do pewnego momentu jej nie ma,chłoniesz wszystko,co dają Ci pod nos.Masz talent,pięknie rysujesz drzewka,lepienie ludków z plasteliny to twoja pasja,a dodaktowo pociągają Cię sporty.Życie będzie piękne.
Po paru latach się okazuje…ze jak to?Jest ktoś lepszy?Że ktoś ćwiczył ten rysunek,który dla Ciebie był frajdą i przez to pozbawia Cię miejsca pracy?Że już za późno na ćwiczenie kolejnej pasji,nie dorównam komuś?To ja teraz jestem ograniczony?
Co ja poradzę na to,że motywacji nie mam we krwi,że na nazwisko mogłabym mieć słomiany-zapał.Że brakuje mi błuysku w oku.
Ah te geny,80% mnie,to wy…