intro blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

x

Brak komentarzy

- Pomyślałbyś?
- …-Nie odpowiedział nic,oboje przecież nienawidzą tych zdań,które kończą się pytajnikiem wymuszającym zainteresowanie.
- No,że będziesz tym,czego chciałeś uniknąć,wręcz wiedziałeś,że za cholerę taka postawa Cię nie spotka,bo to albo niedorzecznie dziwne,wręcz popierdolone albo po prostu cholernie niekorzystne.
- Nie no.W dzeciństwie się tylko wydaje,że wyrośnie się na jedynego z niewielu normalnych ludzi.
- Taa,znajome matki,które na dzień-dobry pytają,czy chcesz malinową,z meliski,liptona czy może herbatkę tetleya? wzbudzały zgozę i nie miałeś pojęcia,z jakiej planety są,a całujące Cię ciotki,zostawiające śminę na twoim poliku,to abstrakcja,której nawet nie musisz się obawiać,a tu proszę,sama całuję Nastkę śliniąc jej pół twarzy,bo taka słodka,że tylko ją zeźreć…
- Ta.Ale nie mam nic do twojego zestawu herbat,hawajski sen to dziwactwo,ale smakuje nieźle.
- Hehe,ti ti ti.Swoją drogą ciekawe,czy tego co nas spotkało,da się uniknąć w przeszłości.
- Ale ja Ci ciągle mówię,że wcale nie jestesmy straceni,20 lat to pewnie okaże sie dopiero początek.Jeszcze możesz rozwinąć skrzydła,tylko się zaprzyj.
- Ciekawe o co,jak w okół nawet nie ma stojącej karkti papieru  o którą można się zaprzeć.Z resztą kto to mówi.
- Zaprzyj się o Hjundaja,mówiłaś,że on Cię jakośtam motywuje,a mówię Ci to ja,za kogokolwiek mnie uważasz.
- Momentami za wszystko…

Kurwa,jakby mnie ktoś w klatce zamknął.Nic nie mogę zrobić,bo w sumie nie ma co.Na około zdaje się być próżnia,żadnych możliwości,mimo doklejonych skrzydeł w postaci Hjundaja.Mam nim na około miasta jeździć?Czuję się jak wariatka,zaraz pogryzę materac.A kanty od mebli są w tym momencie takie kuszące…kurwa no,co się dzieje.Okres przecież daleko,a ja zaraz wyeksploduję.Zabiję was wszystkich wzrokiem.
tak się czuję,jak Was nie ma w zasięgu.

Chyba nie muszę wszystkim opowiadać,że przez miesiąc pilnowałam kota?Mogę powiedzieć,że…po prostu miałam ochotę spędzić czas w(badziewnie nudnym,przyjacielsko-osamotnionym,po 5 minutach znienawidzonym)rodzinnym domu?
W ciągu roku  jakoś leciało.Jak nie leciało,to się sączyło powoli ze smutkiem za przyjaciółmi,bo daleko.Ale myśl,że w wakacje się zobaczymy w naszym mieście jakoś dodawała otuchy.Wakacje.Ja tu,Ona tam,gdzie ja wtedy.Cośmy się nie zgrały w czasie.On na praktykach,karierę kręci w gazecie ;-*,a Ona znowu za granicą(gratulacje,praktyki w zawodzie).A ja?A ja kocham kota.Nie zostawię.Ts,ktoś musi być tą marną egzystencją,która jest tu bez sensu.Padło na mnie(ciemu?,ciemu?.)
Zeszłę wakacje,czteromiesięczne,był tragiczne.Całe(ok,bez dwóch tygodni?) w domu(umowa z przyjaciółką,zawód drugi) - O nie!w następne się nie dam,sama się gdzieś zabiorę,albo z kimś,na kim napewno się nie zawiodę(08′,ona w gorącej Italii,spełnia i jej i moje marzenia,zawód kolejny)wyszaleję się,jak cholera.Jakby cholera była taka mozolna i wiecznie-siedząca,to za nic by świata nie zawojowała.Poznałabym chętnie ta cholerę.Może nie dobra,ale sprytna  się sucz zdaje być.
Ah,to tyle.Potrzebuję uwagi.Sama się złapałam,że wydaję z siebie dziwne odłgłosy,że śpiewam cokolwiek,bo lubię.Jak  dziecko.A to zwykłe uzewnętrznienie podświadomości:
POPATRZ NA MNIE!ZAINTERESUJ SIĘ MNĄ!
Ona niema dla zbyt wielu.

Dwa dni myślisz,że nic już nie ma sensu,że twoje życie wpadło w bezkresną przepaść marnego losu i jedynym wyjściem wydaje się tak odległa na codzień myśl o samobójstwie,a następnego dnia okazuje się…że napewno nie jesteś w ciąży.Być kobietą,psia mać,jakby kilkanaście razy przeżywać szaleńcze apogeum hormonów.

Tak myślam wczoraj.A dzisiaj wiem,że ja po prostu taka jestem.Tak nienawidzę tego domu,rodzinnego tak zwanego,taką nienawiścią pałam do ‚najbliższych’.Wieczorem mam przed oczami to,za co ich nie cierpię,a na słowa ‚pomyśl o czymś miłym’ mam w głowie pustkę.


  • RSS