intro blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

co u mnie,ale wstrząsnęły mną notki nt. aktualnej debaty.jacy wszyscy
chcą być hm ‚tajmniczy’ albo niekonwencjonalni.Każdy temat w tej samej
formie – artykułu z gazety ‚miejsce zamieszkania? osiedlowe
zniewolenie. blokowiska pustynne?’,o i jest jakiś oryginał – ‚aniołem
być’ ;D obstawiam,że nastolatka chce zrobić reklamę swojego zbutowanego
bloga i wzięła ‚udział’ w debacie ^_^
Wracając do gwiazdy tego miejsca i jej losów, chciałabym się wyżalić,co mi leży. Albo co mnie gryzie od zawsze.
Jestem tak uzależniona od tego,co nieosiągalne…zabiera wszystkie moje
myśli.’To’ to zazwyczaj on,co jakiś czas inny. Nawet go nie znam,
wystarczyło,że zjawił się w momencie mojego głodu. Ahh i jeszcze ten
kolczyk w dolnej wardze.Kto teraz takie nosi? Ts,pf.
I od pewnego momentu ślad po nim zaginął. Ale nie w mojej głowie,nie
nie.Oczywiście,że go znalazłam.N-k to cholernie łatwy dostęp do danych.
Długo sobie przypominałam,jak do niego doszłam,ale metodą Inspektora
Gadżeta zmiksowanego z Makgajwerem wszystko da się zrobić.
I tak nic lepiej na tą chwilę się nie nadaje niż piosenka ‚Addicted’
<i>It’s like you’re a drug…</i>

Bosko

2 komentarzy

Siedzę właśnie na tyłku,którym wczoraj(chowając się za fotelem przed przypadkowymi podglądaczami-chociaż nie wiem skąd mieliby się wziąć,zakładajac majtk)przydzwoniłam w otwartą klapkę od telewizoru z takim impetem,że aż mi pękła:D prześmieszne,aczkolwiek teraz boli.Tak mocno,że nie chce mi się nawet robić podejścia do zmycia obwódki po plastrze.
Musiałam iść sie wczoraj zabawić,muuusiałam.Mimo,że przypomniało mi się mimochodem o dzisiejszej ‚integracji’(niecały jeden z pięciu tuzinów członków)koła.W dodatku wyszło jak na gówniarskich początkach(tj.jeszcze niedawno,jak się spiłyśmy jak prosiaki w styczniu)-najpierw po pół piwa,potem desperados(już mamy chmiel+tequila)a potem breezer’y(+wódka)i shoty(+duużo więcej wódki).I tak ‚imprezę’(dłużej się chyba rozglądałyśmy,niż imprezowałyśmy)opuściłam z bólem głowy i w tym samym stanie się obudziłam,tfu,w gorszym.Mdliło mnie od samego raniutka,aale żyłam z nadzieją,że będzie dobrze.Niestety śniadanie szybko opuściło mój organizm.Całą drogę na pociąg myślałam o zawróceniu,ale z drugiej strony nie chciałam zostawić Dź. samej.
(…)
Potem dokończę,spać mi się chce…33 sceny z życia na dobranoc…

Wielka strata,że moje życie nie nagrywa się na taśmę.Strata również dla mnie,ponieważ okazało sie,że straciłam kawałek swojej historii,której nie mogę przy dostępnych ‚środkach’ odtworzyć.
Impreza – jak tydzień wcześniej.Idziemy we dwie z tym samym zadaniem,po prostu coś wyrwać.Zaczynamy na stancji,wódka,drinki i rozgrzane plotkując podąrzamy na tramwaj,który próbuje nam uciec przy pierwszej okazji,gdy tylko wysiadłyśmy sprawdzić rozkład,ale zatrzymałyśmy potwora. Po drodze lekko przysypiałam,nie wypiłyśmy dużo,ale bardzo szybko zaczęło nas suszyć – wpadamy do klubu i pierwsze co,to bierzemy coś niskoalkoholowego dla zabicia suchot.Więc wchodzimy i ona idzie do baru,po czym uradowana wraca mówiąc,że wzięła bananowe drinki,bo jakaś nowa dziewczyna nalewa i do połowy leje wódkę. Po paru łykach zgłosiłysmy sie po dolewkę…soku.Fajnie,z kimś nowym pogadałyśmy,potem na parkiet,od razu było z kim tańczyć.I tu ja już mogę się mylić.Napewno ona wypatrzyła słodziaka z lekkimi loczkami i krawatem ‚go dzisiaj chcę ciągnąć za krawat!’.Potem chyba tańczyła z kimś innym i tu już napewno kolejności nie pamiętam – ja tańczyłam od pewnego momentu ze słodziakiem,a ona wyrwała,mmm teraz mogę powiedzieć – na pierwszy rzut oka ideał,przystojny,urocze,błękitne spojrzenie,kulturalny + kierunek na AWF’ie.I on tego dnia wracał z nią do domu,ja tym razem bez łupu,jedynie z nowym numerem miłego Portugalczyka(M.C) którego z podanego imienia i nazwiska miałam odnaleźć na facebook’u.Ah,w międzyczasie,gdy już pożegnałam się ze słodziakiem dostałam esemesa o treści typu rozbudowane ‚dobranoc’.A więc przypisałam ten numer słodziakowi.Następnego dnia pare smsów od niego,he,pomyliłam imiona – pewna siebie napisałam do niego zdrobniając jego imię,dostając w odpowiedzi ‚hehe,wiedziałem,że nie zapamiętasz,’,chociaż przed oczmai miałam slajd jak podawał mi rękę i się przedstawiał i wymianę naszych uśmechów przez fakt,że jedno było odpowiedzią drugiego dla płci przeciwnej,po czym wieczorem kolejny sms od kogoś,kogo powinnam pamiętać – pewnie,że pamiętam. Wracałyśmy długi kawałek na piechotę,bo za późno na autobus,za wcześnie na tramwaj i w drodze otrzymałam na pocieszenie dwóch kolegów – P.&M,najprościej opisując – dresiki,ani rozmowa ani muzyka którą puszczał nie była zbyt wysokich lotów.Pogadaliśmy,w sumie sympatycznie,no i jak mi się przypomina dałam im swój numer.Więc to napewno M.Niezbyt mi zależało na tym kontakcie,ale każdy może się okazać ciekawym,więc zdawkowo,ale odpisywałam na smsy.Chciał się kiedyś wybrać na sunrise,na co chętnie bym się skusiła,wiec czemu nie.Ciągłe smsowanie ze słodziakiem plus od czasu do czasu smsy od M.Młodziak no cóż…niezbyt wysoki,młodszy chłopiec,ale słodki bardzo,jak łatwo się domyśleć i prześwietny tancerz więc mooże warto?Ok,więc zaproponowałam spotkanie. W odpowiedzi dostałam coś w stylu,że ‚Właśnie o tym myślał’.Okej.Tego samego wieczoru sms od M.,że uczy się na koło i…zapisał na taniec towarzyski.Chwilka,ja wiem,wszystko dla ludzi,ale go bym nie podejrzewała o naukę na koło,a tym bardziej o tt.Pod pretekstem badań psychologicznych spytałam co studiuje.Obu spytałam,bo zaczęłam sklejać posiadane informacje i się zgubiłam.O fak,to się napewno nie zgadza – słodziak starszy?!M. na tym samym kierunku co słodziak,he?Poszłam do niej,spytałam czy pamięta coś więcej niż ja,mimo,że byłam przekonana święcie,że wszystko pamiętam,czułam się dobrze,stałam prosto jak nigdy,zabawa była świetna,po powrocie krótki sen i wędrówka na bombie na konferencję i świetny humor z mniej świeżym oddechem,no cacy.Ona nic nie pamięta,jej zdobycz – dzisiaj chłopak – mówi,że tańczyłam z dwoma,a nie jednym.Obie byłyśmy w szoku.Jak to.Okej,dalej piszę do ‚słodziaka’,którym już wiedziałam nie jest.Może on mnie pomylił z kimś?’Okej,ja skusiłam,a Ty moje imię pamiętasz?’ ‚Oczywiście Martusiu :)’ po czym znów napisał,że pewnie,że pamiętał….
….bo sama mu się zapisałam na telefon.Aha.To pamiętam,ale nie wiedziałam,że to było wtedy.I tańczyłam z nim?Tak,bo pierwszy esemes ode mnie był z podziękowaniami za świetny taniec,a jako odpowiedź dowiedziałam się,że też nieźle tańczę -_-’,ale jeszcze bardziej podobało mu się jak się do niego przytulałam.O fak.Anbeliwybl.Dostałam nerwicy,chodziłam jak z bombą w kieszeni,próbowałam namierzyć go gdziekolwiek,jakkolwiek.Nic.Fak.Trzeba czekać do jutra.I tak o 21 się spotkaliśmy,jak było umówione.
O matko i córko.Niewyobrażalne nie znać człowieka,którego się zna…podziękowałam za różę i wybrałam się z nim na spacer jak gdyby nigdy nic.Współlokatorka wykonała dobrze swoje zadanie wysyłając mi po 15 minutach serię smsów,przez które ‚o nieee’ musiałam lecieć spowrotem do domu pod pretekstem byle-jakim.Miło się gadało,chociaż ja jak zwykle nie potrafiłam nawijać,ale on się po czasie rozkręcił i opowiadał o swoich przygodach.Nadal nie dowierzam.
Stracić kawał życia z pamięci?Nic ludzie,nic,jedynie moment jak klepalam swoje imię na czyimś telefonie.Ale może to nie ten raz?A może to po prostu przez insynuacje wydaje mi się,że pamiętam.

Idziemy na dziwki. Chamskie,bezpruderyjne.Takie my.Już nie pamiętam,czy piłyśmy coś przed wyjściem,chyba ociupinkę,z najstarszą z koleżanek,która z resztą zachęcała nas do czynu,który potem uznałyśmy sobie za cel.Mój błąd,że piszę z tak dużym opóźnieniem.Aha,weszłyśmy,wypiłyśmy dopalacza z wódką,po czym potańczyłyśmy i hmm,ona chyba wypatrzyła go,z rzucającą się w oczy czypryną ‚aaa mu bym wyczochrała włosy!’.No niezły,błekitne oczy,południowa uroda,ale nie podchodzi mimo uśmiechów od nas obu.Chyba zaczęłyśmy z kimś tańczyć,po czym poszłyśmy sprawdzić dolny parkiet.Tam wzięłyśmy znowu coś do picia,ona zapaliła i siadłyśmy dalej od parkietu.Podeszło do nas dwóch panów,z czego śmielszy miał wielkie zamiary co do niej,a drugi też by nie odmówił,przy czym bez wzajemności z naszej strony.Zaproszenia na parkiet nie odrzuciłyśmy – dojdziemy później.Kolejność zdarzeń może być wymieszana,jestem tylko człowiekiem.Do niej ktoś się mocno przyczepił w tańcu,ja jej tylko kiwałam głową,przystojny chłopak,uśmiechnięty i chyba tańczyć umiał.Więc zostałam sama na parkiecie,o niiieee chciało mi się tak.Ale zobaczyłam południowca tańczącego jedynie z kolegami,a może i jakieś dziewczyny były kolo niego,nie przyglądałam się,chciałam po prostu z nim zatańczyć.’Można?’ ‚Pewnie’.Spędziliśmy razem cały wieczór tańcząc.Świetnie,po prostu wydawało mi się,że lepiej nie da się z nikim tańczyć.Obroty,podnoszenia,wyginanie w każdą stronę,czarna mamba by nam z 9 dała.
Pojawił się też wątek,że ona nie potrafi tak z kimś się zbliżyć,że ona się chyba nie przełamie,ale ja,mimo niemania zielonego pojęcia na ten temat używając silnych argumentów przekonałam ją.Bo to teraz jest ten czas najlepszy na beztroskę?To potem będę musiała wiecznie odpowiednio się zachowywać,bo będę nie tylko swoją wizytówką?Ja twierdzę,że tak jest,ona też.I Tak po 4?chyba,wróciliśmy we czwórkę do domu.Nawet najstarszą obudziłysmy,żeby wzbudzić jej dumę i mogła obejrzeć…ich.W moim pokoju spała nie tylko jak zawsze współlokatorka ale i jej przyjaciółka,no i my też planowaliśmy.Mimo tego,że najstarsza nie była przekonana,czy wyśpi się na moim łóżku,po chwili wróciła mówiąc ‚bierzcie bety i chodźcie’.Więc mogliśmy spędzić noc w osobnym pokoju.
Z jakkolwiek wydawałoby się małym poruszeniem to piszę,nie było to dla mnie coś normalnego.To był chyba szczyt tego,na co bym się odważyła.Razem po prostu zasneliśmy.Obudziliśmy sie w tym samym czasie,a on dbał o to,żebym była otulona zarówno kołdrą,jak i nim…Następnego dnia nikt nie był zbyt rozmowny,ja jak zawsze,plus niezbyt przespana noc,a on rozkoszował sie ciszą i rozmawiał z przyjacielem kacem.Spędziliśmy razem prawie dobę,po czym pożegnał mnie słowami ‚jeszcze się jakoś zgadamy’.Nie wiedziałam jak,telepatycznie?Nie liczyłam na to,ale z dziewczynami doszłysmy do wniosku,że jak będzie chciał,to znajdzie i z taką myślą żyłam.Po czym po 1,5tygodnia spotkałam się z kolejnym kolegą(czyt.niżej)i tego samego wieczoru otrzymałam miłą wiadomość via internet – znalazł.Brawo.Byłam zdumiona.Jak sam przyznał,nie miał zbyt wielu informacji,ale dał radę.Tym bardziej,podziwiam jako wyczyn.Nie mógł o mnie zapomnieć.Jak miło.Strasznie miło.
Jesteśmy w kontakcie.

Oł noł.

2 komentarzy

Swoją drogą – znowu reklama pysznego kubusia.
A wracając do tematu – kolejna godzina,dzień,tydzień,miesiąc i rok nic nierobienia.Myśleniao tym,że życie poszło nie tak,jak chciałam.A wszystko wydawało się złotą sytuacją.Dobra rodzina, może niepełna,ale przecież tak fantastyczna matka,która po dwóch dramatach świetnie sobie radziła.Ja przeciez będę tak samo silna.Jestem być może,ale co mi z tego.Co z tego,że jestem nieugięta w odmawianiu.To jest ta asertywność?Ktoś chce połowę?I tak siedzę i myślę.Jak pięknie było,jak okrótnie jest od paru lat.Od…o matko,od 4.I to o matko.Ciągle to powtarzam,szukam substytutu dla ‚o kurwa’;) jednak ten mnie nie zadawala,a kolegi ‚o-ja-je-go’ i  tak mi brzmi jak ‚o ja jebie’,które ma zastąpić ;-P łotewa. No i tak o.Potrafię siedzieć,nie ruszyć dupy a mimo to narzekać. Co jakiś czas nachodzi mnie ‚o,teraz się zabiorę za siebie!nie ma bata,zrobię to tamto i będzie tak,o.’.No i tak o.I nic.Od jutra miało być pełną parą – z kumpelą kupujemy karnet na siłkę na miesiąc i o 9 miałyśmy być już na miejscu.Aha,nie ma teraz kasy i niespodziewanie wypadł jej wyjazd w góry w najbliższym czasie.Ah,no nowość.Czyli nie ma w moim otoczeniu osoby,która by mnie nie zawiodła.Yhym,to tak.
Zapisuję się sama.Po raz kolejny musze zrobić coś sama.Kurwa,ja już wszystko robię sama.Ja po prostu jestem sama.I nie mam siły,żeby to zmieniać.Mogłam spędzić miło weekend w jego towarzystwie.Ale mi się taaaak niechciało.Tak o mocno.No i przesiedziałam w towarzystwie współlokatorek,nie mówię,że było źle.Napewno duszno.
I tak leci.Wiem już,że muszę najpierw ze sobą zrobić porządek,zanim kogoś jeszcze wpakuje w ten bajzel.Przeciez ja nawet nie wiem,co czuję.Co mam,czego mi brakuje,oprócz adidasów…

Czytałam stare notki.Wszystko jest nieaktualne.No,prawie wszystko.Ja żyłam marzeniami? Łał,zazdroszczę sobie-wtedy.Kiedy to było…nie spojrzałam,musiałabym sprawdzić.Nawet nie pamiętam emocji,nastroju który mi towarzyszył przy pisaniu notki.I tak o,wszystko się zmienia.Nie zmieniło się niestety to,że nadal nie patrzę matce w oczy,bo nie potrafię,nie chcę. To wymaga szczerości.
Fu,właśnie leciała reklama kubusia,pycha ekstra zdrowy, bo bez cukru. Bullshit.Koleżanka mi opowiadała,jak była na kolonii i przejeżdżali koło pola zmutowanych marchwi,rosnących przy zatłoczonej dwupasmówce zrywanych dla kubusia. Ts,blech.
Wigilia była straszna,trochę już co prawda ochłonęłam,ale tego się nie da zapomnieć. Jak jeden obóz sobie życzy ‚niczego więcej,bo przecież wszystko jest’,a z drugiej strony kobieta nie podejdzie do męża,gdy chcesz im złożyć te same życzenia,odnalezienia wspólnej drogi i języka.Gdy ona płacze,zbliżając się na siłę do niego. I tak o,płacz,wcale nie ze szczęścia i zero zrozumienia.
Przez to wszystko,przez to zimno,w domu,mam dziwne myśli. Zapiszę,bo niewaidomo znowu jak to długo potrwa,a zaraz moge zapomnieć o tym nastroju,o przeżyciach. Czuję,że…że może jednak przydałby mi się ten ktoś obok. Tzn.napewno przydałaby mi się miłość.Oj tak.Bo ja jej nie mam,nie czuję.A miłość koleżanek,może przyjaciółek już(?)i siostry,to trochę za mało. Tym bardziej,że siostry-na-odległośc tak naprawdę. Boję s ię,że na starość,o ile będzie,albo po prostu za te sipare lat obrócę się i będę tylko żałowała.Chociaz przecież sama chciałam i inaczej nie umiałam,podobno,niż być sama.No ale boję się,że dużo straciłam,a co gaorsza,że wiele może nie zdążę spróbować.Przez to swoje bycie sob.Indywidualistką. Nigdy nic nie musiałam,zawsze,no niemal,robiłam co chcę.Tylko nie zawsze było tak,jak chciałam.Mimo chęci bycia kimś,często byłam w cieniu i kącie.Nieproporcjonalne ambicje do możliwości?A co ja na to poradzę.Sama się nie wychowwywałam…chociaz w sumie,od pewnego momentu wygląda,że jednak tak.’To ty musisz się zastanowić,sama podejmij decyzję’ wcale nie dawało mi swobody tylko pokazywało,jak bardzo obojętne jest Ci to,co się stanie,cokolwiek by nie było,udawałabyś,ze jest ok. Jakkolwiek źle by nie było,chciałas wmówić,że jest super ekstra.Mamo,proszę.Czemu traktujesz mnie jak idiotkę,skoro znamy sie ponad 20 lat…tak strasznie chcesz mnie złościć?Eh,ah nieważne.Musi zadziałać autorytet,musi być tytuł przed nazwiskiem,żebyście mnie wysłuchali.Chuja,postaram się,żeby mi już wtedy na tym nie zalezało,jak będzie.A będzie. Dupa dupa,a tu trzeba poprosić o pomoc do pracy domowej,nawet w podstawówce tego nie robiłam,esh ;-/
Ciao!

Ah!’Because of you’ mogę pisać słowo-w-słowo z czystym sercem i szaczerym żalem.
Życie.Moje życie.

Notka na dwie strony poszła się pierdolić,aż się popłakałam.
Nie chce mi się kurwa pisać znowu tego samego.Żebym chociaż sama se to skasowała,a tu jeszcze jestem zła,bo jestem zła na kogoś.
Kurwa.
W każdym razie…jak jasna cholera nie chce mi się tego odtwarzać.W końcu pisałam 20 minut.
Czytałam wcześniejsze notki.Nie,nie chce mi się pisać,kiedy indziej…kurwa.

Witam witam

1 komentarz

Oglądając Doktora House’a no po prostu aż się chce.Żyć ;)
Gdy z kimś mieszkasz,w jednym pomieszczeniu,to naprawdę musicie być blisko,żeby się znieść.Wiadomo,wszyscy się różnimy,wiadomo,że wszyscy możemy się zmieniać,ale mocno musimy tego chcieć.Toteż mieszkanie z osobą Ci obojętną,o ile nie przerodzi się w zażartą przyjaść lub o ile miałeś takie szczęście,że oboje jesteście normalni i zachowujecie normy społeczne akceptowane przez siebie nawzajem.Będzie ciężkie.W chuj ciężko.Bo to Ty prowadzisz nocny tryb życia a On/Ona mega emce poranny.Bo to A zostawia sobie na później naczynia do zmycia,ze względów ekonomicznych a B uwielbia mieć wszystko w pedantycznym porządku.Sytuacje ww są skrajne,ku przestrodze.Źle mi się pisze,spać mi się chce,chociaż tyle mi leży na sercu.

Łe,tfu dobranoc.

Ooo,nie.

2 komentarzy

Cacy cacy.Każdy się taki może wydawać - dopóki z nim nie zamieszkasz.Nawet przez pierwszy miesiąc wspólnego mieszkania może Ci się wydawać,że jest cacy,ale naturalne niteczki szybko puszczają.’Do rany przyłóż’ – tak ją reklamowali.Bo pomoże,bo da bez problemu,bo przyniesie.A weź dobry czowieku traf,jak ją w pracy rozzłoszczą.Ooo,nie.Na mnie swoich humorków nie będziesz rozładowywać.Ts.A,a co dodam!Dla znajacych moją sytuację dodam,że to nie ona tylko jedna z niby sprzymierzonych.Do wszystkich trzeba z dystansem,do wszystkich.
I weź z taką rozmawiaj – wie,że to się jej będzie zdarzać co miesiąc,ale nie,znajdzie sobie mniejszych,młodszych i jedzie jak po…po nie wiem.I oto kładę się spać roztrzęsiona.I zimna,z tego całego roztrzęsienia zawsze robię się zimna.Spokojnie,oddychaj,w końcu to nie koniec świata i nie pierwszy taki człowiek.I pewnie nie ostatni.
Ok,trochę lepiej,dzięki.
Dzisiaj nic konstruktywnego,ale gdzieś musiałam wylać swoje żale,ot co.
Dobranoc.

Zawsze co prawda powtarzam,że na słowa innych trzeba patrzeć z przymrużeniem oka i najlepiej mieć swoje zdanie,ale ta senstencja najlepiej podsumowuje moją notatkę.
Miałam pisać notatkę,gdy nagle zobaczyłam temat debaty i nie mogłam się powstrzymać,dodatkowo moje współlokatorki w kuchni mówią o tym,jak to jedna zrobiła ‚numer stulecia’,a druga opowiada donośnym głosem,jak to ‚kurwa pojadę do miasta i zobaczy!znajdę gdzie pracuje i jej w pięty pójdzie!Zrobię taką borutę,że ją wywalą!’,jak to zepsuje humor byłej dziewczynie swojego obecnego,bo się do niego na n-k.pl odezwała;)
Mścić się można za przeróżne rzeczy – jak ww. ‚krzywe ruchy’ partnerów,zachowania przyjaciółek,koleżanek lub wrogów,pracodawców etc.Co ma na celu zemsta?Wewnętrznie,choć nie zawsze sie do tego przyznajemy,to po prostu rozładowanie emocji.Wcześniej wspomniana współlokatorka chce pokazać ‚żeby wiedziała z kim zadarła’,druga zaznaczała swój teren a tym samym granice terenu dziewczyny na której zemsta się odbywała.Oczywiście jest też potrzeba chęci pokazania się.
Nie uważam,że każdy popełniony błąd należy puścić bokiem,bo efektem może być to,że zostanie uznane to za zachowanie akceptowane,odpowiednie lub w najgorszym przypadku lubiane.Jednak przeanalizujmy to sobie,dajmy sobie chwilę na myślenie.Zemsta daje chwilową przyjemność,a raczej ulgę,którą postrszegamy jako pozytywny bodziec.Na rozładowanie się można znaleźć inny sposób,ten może być co prawda szybki i wydaje się najprzyjemniejszy,ale idźmy dalej.Zemsta ma sprawić komuś ból/przykrość.Uznajmy kogoś za ‚znajomego’.Więc ranimy znajomego,bo nas wkurzył,szturchnął niefortunnie nasze ego,ośmieszył nas.Więc zadajemy cios w plecy.Nam przechodzi,cios został dobrze zadany,więc znajomy nadal to silnie przeżywa,być może jeszcze bardzo długo.My odczuliśmy ulgę,i przychodzą przemyśłenia,oczywiście wypieramy wyrzuty sumienia,ale w środku nam coś tam chrobocze.Po czasie dochodzi do nas,że cóż,przyjemność była wielka,przez ułamek sekduny,a teraz ktoś cierpi i być może będziemy musieli z nią współpracować.I co.I uraz,od nas do nas samych i kogoś do nas,chociaż mówi ‚nie ma sprawy’.

Moje zdanie jest takie – chcesz się rozładować?Porób pompki,przebiegnij się i nie będzie Cię rozsadzać od środka i korzyści z tego takie,że spalisz pare kalorii,wyrzeźbisz mięśnie i dobrze będziesz spał.Chcesz się lepiej poczuć?Spójrz na winowajcę z góry,z uśmiechem,nie wiesz,jak dobrze sam na tym wyjdziesz,jaki szacunek zyskasz.A spróbuj,świetna sprawa,jak przyjdą do Ciebie inni i powiedzą ‚wiesz,ona zachowała się jak dziecko,ale Ciebie to nie da się nie sznować’;)   


  • RSS