intro blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

No to jedziemy

Brak komentarzy

Niby od nowa,ale jednak dalej w tym samym.
Z małymi różnicami,albo dobra,poużywam sobie – nastąpiły wielkie zmiany!Mam na swoim koncie dwa sukcesy!Od niedzieli jestem panią instruktor od tańca hhowego,aczkolwiek nadmienię,że średnio się w tej dziedzinie czuję,jednak tytuł to tytuł.Mnóstwo kolejnych drzwi  się otworzyło przed mą osobą.Drugi sukces,dobra,sukcesik – poprawa emo na 4.Albo nawet 4+?Nie wiem,indexu brak,trzeba odebrać gada;) Ale ale!Żeby nie było,bo zdanie mam o sobie dobre – zdanie za drugim razem małe halo,jednak pięknie podrasuję to i przydzielę do kategorii sukcesów,ponieważ…pisalam z głowy O_O!Ot co.Na egzaminie,który ‚jest państwa pracą naukową,a jak wiadomo,praca naukowa poparta jest badaniami empirycznymi wykonanymi przez konkretnych naukowców[...]nie obchodzi mnie państwa ideologia,ale fakty poparte badaniami’ i tak oto,na 13 pytań,z których na widok dwóch walnęłam tzw.karpia wymieniłam dwa nazwiska,wspomniałam o 3 badaniach,napisałam co myślałam i…no i db siedzi.Oj siedzi.

Kolejny rok na studiach wieczorowych,no cóż,za gapowe się płaci.Co prawda pięć tysięcy to troche drogo za taką małą gapę,no ale co ja na to mogę.Staram się jak się da.No dobra,słabo się starałam,siły i motywacji brakowało.Plan słaby,niespodziewana zmiana grupy.I dupa.Znowu muszę się popisać swoim talentem kombinatorskim.Tfu tfu,odpukać,żeby nie było,że zapeszam i się chwalę.Muszę coś z tym zrobić.W pn.angielski i dwa wykłady,we wtorki wykład,2h przerwy i wykład,w środę wykład,w czwartek ćwiczenia jedne i w piątek dwa.I chuj,za przeproszeniem,ale słowo te nadaje odpowiedniego polotu tej sytuacji.
I chuj moi drodzy,tak po prostu.

kolejna

Brak komentarzy

8738,35 zł od 1 września 2007do 30 czerwca 2008.Wydane z mojego konta.Tak się podliczyłam,z ciekawości.
To chyba nie tak strasznie?Czy strasznie?Jakbym miała się utrzymać sama…no,plus 400zł miesięcznie za stancje(10 miechów,to będzie + 4000zł…mamy 12738,35zł).Zakupy sama robiłam jakoś od marca…więc to też będzie tak jakoś +100zł miesięcznie?Za [październik+listopad+grudzień+styczeń+luty(=500zł)]+wcześniej podliczone 12738,35=13038,35.Czyli,że miesięcznie musiałabym zarabiać…jakieś 1400zł.Da się zrobić?Jaaaha.Czy to będzie mój cel?Aha…nie znajdę już mieszkania za 400zł;) więc kolejne conajmeniej 100zł za miesiąc x10=1500zł miesięcznie się przyda.Może jakieś dodatkowe dochody,hm,hm.Kieszonkowe od dziadka?Brak.Od ciociów i wujków?Brak.Na urodziny i inne uroczystości – głupiostojki i inne kurzołapy.


OGŁOSZENIE!
Zatrudnię się w godnej pracy ze stawką conajmniej 1500zł miesięcznie.Zaradna,inteligentna,solidna,bystra,szybko przyswajająca nową wiedzę.Posiada prawo jazdy kategorii B i w przeciągu dwóch miesięcy planuje mieć instruktora tańca hh.
STOP.

Postawiłam na marzenia.Postanowiłam je wykreować i planuję dla nich żyć i do nich dążyć.Chcę się dalej usamodzielniać,chcę mieć swoje mieszkanie i sama się utrzymywać.Chcę.
Ostatnio nawet nabawiłam się miłych wspomnień.Tym razem ich nie zapomnę.Wieczorem będę się napominać,żeby pomyśleć o czymś miłym.Będę myślała o Was.O naszej ino jedynej czwórce.Mimo lekkiego niezgrania,ale jakiej niezawodnej zdolności do świetnego spędzania wspólnie czasu.

Ah jak ja nie mam cierpliwości do tego domu.Którego nienawidzę.Jeju,nienawidzę.Nie jestem w stanie zdzierżyć własnej matki.Sromota,jak to ostatnio mawiam.
Sromota.

No cóż.Mi rozśmieszanie losu już sie znudziło.On hihocze,a mnie to po n-tym razie już nie bawi.Toteż nie planuję,ale chyba miewam jeszcze troszeczkę nadzieję?Nadzieję na będzie-lepiej.Someday.Chociaż to też już gaśnie.Ucicha we mnie nadzieja na to,że będzie dobrze i mam swój cel i będę ‚kimś’.Całe życie przebrnęłam w tym przekonaniu,wiesz?Że nagle się okaże,że jestem w czymś świetna i ludzie to zobaczą.Ahh co za maniakalna naiwność.Teraz mam podejrzenia o depresję.Marzysz,tfu,pewny jesteś o dobry,normalny żywot,a tu buch,wykreślony z listy obiektywnie normalnych.
I koniec zdjae się.

A czemu ma to być przejaw egoizmu?Często to,że się ma dziecko świetnie pokazuje,jakim ktoś jest egoistą.Np. ona.Jak była w ciąży,to wszyscy,po prostu wszyscy na około byli na jej zawołanie.Myślałam – ok,jest w ciąży,byle jak najlepiej dla dziecka.Po urodzeniu małej…nic się nie zmieniło,pstryknęła i wszyscy w okół niej nadal biegali, jak poparzeni.Oczywiście w pewnym momencie dało się zauważyć,że to nie były ‚prośby’ o małą pomoc przy dzidzi,tylko dobry sposób na wyręczenie się innymi.’Czas sprzątnąć’ więc podnosimy się i łapiemy za brudne talerze,garnki i ogórki,które trzeba wstawić do lodówki,a ona…łapie się za małą,która siedziała grzecznie w foteliku.Przecież nie będziemy jej wyrywać dzidzia z rąk.
Taki wybór to też dobry sposób,żeby nikomu nie wyrządzić krzydwy.Skoro wewnątrz nie czuję,że chcę potomka,to jaki sens urodzenie dziecka,które nie będzie kochane?Szkoda,że często aby coś zrozumieć,musimy to przejść.Lepiej będzie,żeby pan plemnik nie spotkał pani komórki jajowej i nie stworzyli zarodka,którego przyszły układ nerwowy będzie narażony jedynie na nieprzyjemne bodźce.Po co zgadywać,czy z niekochanego Jasia powstanie znerwicowany Jan-morderca.Oczywiście,może wyrosnąć Matka Teresa.Ryzyk-fizyk?Na dzieciach chcecie zakręcić jak na loterii?.
Podsumowując,moim skromnym zdaniem lepiej sobie od razu powiedzieć ‚nie,dziękuję’ niż ‚może’,a dopiero potem ‚nie,dziękuję’.

Nie zakładam czarnych scenariuszy,staram się być realistką i je po prostu też biorę pod uwagę.

x

Brak komentarzy

- Pomyślałbyś?
- …-Nie odpowiedział nic,oboje przecież nienawidzą tych zdań,które kończą się pytajnikiem wymuszającym zainteresowanie.
- No,że będziesz tym,czego chciałeś uniknąć,wręcz wiedziałeś,że za cholerę taka postawa Cię nie spotka,bo to albo niedorzecznie dziwne,wręcz popierdolone albo po prostu cholernie niekorzystne.
- Nie no.W dzeciństwie się tylko wydaje,że wyrośnie się na jedynego z niewielu normalnych ludzi.
- Taa,znajome matki,które na dzień-dobry pytają,czy chcesz malinową,z meliski,liptona czy może herbatkę tetleya? wzbudzały zgozę i nie miałeś pojęcia,z jakiej planety są,a całujące Cię ciotki,zostawiające śminę na twoim poliku,to abstrakcja,której nawet nie musisz się obawiać,a tu proszę,sama całuję Nastkę śliniąc jej pół twarzy,bo taka słodka,że tylko ją zeźreć…
- Ta.Ale nie mam nic do twojego zestawu herbat,hawajski sen to dziwactwo,ale smakuje nieźle.
- Hehe,ti ti ti.Swoją drogą ciekawe,czy tego co nas spotkało,da się uniknąć w przeszłości.
- Ale ja Ci ciągle mówię,że wcale nie jestesmy straceni,20 lat to pewnie okaże sie dopiero początek.Jeszcze możesz rozwinąć skrzydła,tylko się zaprzyj.
- Ciekawe o co,jak w okół nawet nie ma stojącej karkti papieru  o którą można się zaprzeć.Z resztą kto to mówi.
- Zaprzyj się o Hjundaja,mówiłaś,że on Cię jakośtam motywuje,a mówię Ci to ja,za kogokolwiek mnie uważasz.
- Momentami za wszystko…

Kurwa,jakby mnie ktoś w klatce zamknął.Nic nie mogę zrobić,bo w sumie nie ma co.Na około zdaje się być próżnia,żadnych możliwości,mimo doklejonych skrzydeł w postaci Hjundaja.Mam nim na około miasta jeździć?Czuję się jak wariatka,zaraz pogryzę materac.A kanty od mebli są w tym momencie takie kuszące…kurwa no,co się dzieje.Okres przecież daleko,a ja zaraz wyeksploduję.Zabiję was wszystkich wzrokiem.
tak się czuję,jak Was nie ma w zasięgu.

Chyba nie muszę wszystkim opowiadać,że przez miesiąc pilnowałam kota?Mogę powiedzieć,że…po prostu miałam ochotę spędzić czas w(badziewnie nudnym,przyjacielsko-osamotnionym,po 5 minutach znienawidzonym)rodzinnym domu?
W ciągu roku  jakoś leciało.Jak nie leciało,to się sączyło powoli ze smutkiem za przyjaciółmi,bo daleko.Ale myśl,że w wakacje się zobaczymy w naszym mieście jakoś dodawała otuchy.Wakacje.Ja tu,Ona tam,gdzie ja wtedy.Cośmy się nie zgrały w czasie.On na praktykach,karierę kręci w gazecie ;-*,a Ona znowu za granicą(gratulacje,praktyki w zawodzie).A ja?A ja kocham kota.Nie zostawię.Ts,ktoś musi być tą marną egzystencją,która jest tu bez sensu.Padło na mnie(ciemu?,ciemu?.)
Zeszłę wakacje,czteromiesięczne,był tragiczne.Całe(ok,bez dwóch tygodni?) w domu(umowa z przyjaciółką,zawód drugi) - O nie!w następne się nie dam,sama się gdzieś zabiorę,albo z kimś,na kim napewno się nie zawiodę(08′,ona w gorącej Italii,spełnia i jej i moje marzenia,zawód kolejny)wyszaleję się,jak cholera.Jakby cholera była taka mozolna i wiecznie-siedząca,to za nic by świata nie zawojowała.Poznałabym chętnie ta cholerę.Może nie dobra,ale sprytna  się sucz zdaje być.
Ah,to tyle.Potrzebuję uwagi.Sama się złapałam,że wydaję z siebie dziwne odłgłosy,że śpiewam cokolwiek,bo lubię.Jak  dziecko.A to zwykłe uzewnętrznienie podświadomości:
POPATRZ NA MNIE!ZAINTERESUJ SIĘ MNĄ!
Ona niema dla zbyt wielu.

Dwa dni myślisz,że nic już nie ma sensu,że twoje życie wpadło w bezkresną przepaść marnego losu i jedynym wyjściem wydaje się tak odległa na codzień myśl o samobójstwie,a następnego dnia okazuje się…że napewno nie jesteś w ciąży.Być kobietą,psia mać,jakby kilkanaście razy przeżywać szaleńcze apogeum hormonów.

Tak myślam wczoraj.A dzisiaj wiem,że ja po prostu taka jestem.Tak nienawidzę tego domu,rodzinnego tak zwanego,taką nienawiścią pałam do ‚najbliższych’.Wieczorem mam przed oczami to,za co ich nie cierpię,a na słowa ‚pomyśl o czymś miłym’ mam w głowie pustkę.

4

Brak komentarzy

Zajebać się to za mało w takiej chwili.
Kolejne wakacje.drugie,drugie z kolei,gdzie siedzisz na dupie i nic nie robisz.Niee,nie prawda,że masz jeszcze szansę to zmienić.Zjebałaś.Znowu.
Rodzisz się,w sumie tego nie pamiętasz.W teorii,praktyce i każdym innym abstrakcyjnym aspekcie nie miałeś szansy o tym decydować.Pierwsze lata mijają beztrosko.Może nawet pare kolejnych.Rodzina Cię kocha,prowizorycznie o Ciebie dba.Sielanka.Wydaje Ci się,że jako jedynemu udało się trafić do normalnej rodziny,a wszyscy naokoło są dziwni i głupi.Wszystko przychodzi łatwo – nauka,w sumie do pewnego momentu jej nie ma,chłoniesz wszystko,co dają Ci pod nos.Masz talent,pięknie rysujesz drzewka,lepienie ludków z plasteliny to twoja pasja,a dodaktowo pociągają Cię sporty.Życie będzie piękne.
Po paru latach się okazuje…ze jak to?Jest ktoś lepszy?Że ktoś ćwiczył ten rysunek,który dla Ciebie był frajdą i przez to pozbawia Cię miejsca pracy?Że już za późno na ćwiczenie kolejnej pasji,nie dorównam komuś?To ja teraz jestem ograniczony?
Co ja poradzę na to,że motywacji nie mam we krwi,że na nazwisko mogłabym mieć słomiany-zapał.Że brakuje mi błuysku w oku.
Ah te geny,80% mnie,to wy…

…nie dla mnie?
Wiadomo,jako dziecko nie za bardzo masz szansę decydować o czymkolwiek,a przymusowe odwiedzanie ciotek,babciów,dziadków itd. czy posiadówy z kuzynkami kształtują wbrew twojej woli twoją psychikę i rodzą lęki.Potem dojrzewasz i to reszta boi się wtargnąć na twoje plany.Wulkanów nie wolno za mocno szturchać,wiadomo.
Aż tu nagle…żyję sobie,mam przed sobą egzamin,ponoć potwierdzający swoją dojrzałość,a ‚siła wyższa‚ zarządza,że na tydzień masz się zająć czymś innym.Bo tak i chuj.I tak oto na niecałe pół roku przed maturą ląduję na wyspie,aby „cieszyć się” narodzinami nowej członkini rodziny.Tak.Zrzucili mi,najmłodszej,chociaż ustawowo dorosłej,to małe,różowe coś i powiedzieli: KOCHAJ! nie nawet ‚pokochaj’,ale od razu KOCHAJ!.Nie potrafiłamChociaż jesteś cóką jedynej osoby,w której płynie taka krew,jak we mnie,nie mogę.Nie wyzwalasz we mnie takich emocji,jak w swojej matce,która notabene…nie jest dla mnie kimś szczególnym.
Realia PL zmusiły tego jedynego mężczyznę w moim życiu,najbliższego i jedynego,którego kiedykolwiek kochałam,zmusiły,tak po prostu wyjechać stąd – tam.Minął rok,dwa,z krótkimi widzeniami,potem ona do niego.I od dwóćh lat mój brat jest ojcem.Zapracowanym,podobno.Postarzałym.Ten młdoy bóg?Ten wolny orzeł?Tak.Jest okuty w łąńcuchy z kulą u boku i fruwa jedynie wokół różowej księżniczki i jej matki.Lata,na dwie zmiany…+zmianę domową.
I oto po dwóch latach sytuacja się powtarza.Tyle,że jakby z drugiej strony.Nigdy mi zbyt bliska,ale jednak kochana.Bo to siostra przecież,no,w połowie.Ale zawsze siostra.Mamą?!W końcu?!Nareszcie!A to różowe coś jest takie…inne.Słodkie.Kochane.Uśmiechnięete.Piękne!Pokocham?!Nie zabierajcie mi tylko czasu na to…
Święta…Pseudo-święta.Zero radości,zero ducha.Pokoik na stancji wygląda identycznie jak przed dwoma miesiącami.Jedynie u współlokatorki na piętrze balkonik od uliczki przyozdobiony został lampkami.Pokój w domu…udaje,że ma święta – trzy zawieszone kukiełki bele-gdzie z resztą.I koniec.O,co ja widzę.Trzy świeczki,w świątecznych kolorach.Mmm,aż pierniki czuję w powietrzu.To się omamami nazywa…
Może chociaż żyję dla innych?Tylko kurrwa,dla kogo?!Dla matki,której nie chce się na mnie spojrzeć,ale za to ma jakieś towarzystwo w samolocie?Czy dla tego,który już drugi rok wierzy,że może ‚jeszcze mamy szansę…’
I kolejne siedem dni wycięte z życia.Nie nie,oczywiście,że nie byłam pytana.W sobotę lecimy,w sobotę wracamy.I chuj.
Jak za starych [...] czasów…


  • RSS